o rozwoju

Jak (bezlitośnie) wykorzystać kwarantannę?

Sytuacja, w której obecnie się znajdujemy jest ciężka dla nas wszystkich. Z różnych powodów –  strachu o pracę, zmęczenia siedzeniem w domu w samotności lub ciągle z tymi samymi osobami, lęku przed zarażeniem koronawirusem, niepokoju o to, co przyniesie przyszłość… Można wymieniać i wymieniać. Choć rząd planuje „odmrażać” nowe dziedziny gospodarki i życia społecznego, nadal nie powinniśmy nadużywać wychodzenia z domu i spotkań towarzyskich. Zamiast załamywać się (choć miałam taki moment), postanowiłam zastanowić się jak możemy wykorzystać kwarantannę i więcej czasu dla siebie.

Na wstępie jeszcze dodam, że czas kwarantanny narodowej i magicznego hasztagu „zostań w domu”, nie jest oczywiście czasem festiwalu produktywności i efektywności. Celem społecznego dystansowania się jest przede wszystkim nasze bezpieczeństwo. Co nie zmienia faktu, że myślę sobie, że to prawdopodobnie jeden z nielicznych takich momentów w naszym życiu (oby!), w których przymusowo mamy siedzieć w domu. I gdy spojrzymy za jakiś czas wstecz, fajnie by było wspominać ten okres z satysfakcją, że koronawirus nie tylko nas złupił z nerwów, pieniędzy i życia towarzyskiego, lecz również w jakiś sposób nas wzmocnił.

Jak więc możemy wykorzystać ten czas?

1. Zwolnić obroty i zadbać o siebie.

Być może „zadbać o siebie” to wyświechtany slogan, a po sieci krążą memy głównie o tym, że z kwarantanny wyjdziemy więksi o kilka rozmiarów, ale siedzenie w domu naprawdę nie musi oznaczać obżarstwa i jedynie leżenia na kanapie. Paradoksalnie, mi dużo łatwiej zmobilizować się do ćwiczeń w domu, niż do wybrania się na siłownię czy inny fitness. Po prostu zakładam leginsy, odpalam trening z nieocenioną Julką i ćwiczę. Szczęśliwie możemy też spacerować, jeździć na rolkach, czy na rowerze.

Zresztą dbanie o swoje zdrowie to nie tylko ćwiczenia. Czas spędzany w domu można wykorzystać także by wreszcie pół dnia chodzić z maseczką na włosach, pić odpowiednie ilości wody (niby to taka prosta rzecz… nie w praktyce 😉 ), jeść porządne śniadania, czy odstawić fast foody i żywność przetworzoną. Ja staram się pić kilka razy w tygodniu kisiel z siemienia lnianego, a kiedy w ciągu dnia jestem głodna, sięgać raczej po owoce i warzywa. W pracy w takich momentach szłam po coś słodkiego do bufetu.

Przede wszystkim myślę, że to dobry moment by przestać wreszcie się spieszyć. Wyspać się. Poczytać. Uspokoić. Na tyle, na ile się da oczywiście 😉

2. Rozwinąć umiejętności przydatne zawodowo.

Po kilku latach prosperity i tzw. „rynku pracownika”, obecna sytuacja na rynku pracy jest kiepska, a zapewne będzie coraz gorsza. Czy to moment na poddanie się, pożegnanie z marzeniami i aspiracjami, albo czekanie z założonymi rękami? Nie wydaje mi się.

Myślę, że choć znalezienie/zmiana pracy będzie trudniejsze, podstawowa zasada się nie zmienia – do odważnych, pracowitych i kompetentnych osób świat należy. I nie bez przyczyny na pierwszym miejscu wymieniłam odwagę – w dobie kryzysu odwaga poszukiwania swojego powołania i drogi zawodowej jest tym bardziej potrzebna. Ale oprócz odwagi, możemy, a nawet powinniśmy uzbroić się w umiejętności, których przecież nikt nigdy nam nie odbierze. Jak możemy rozwijać je siedząc w domu?

Wszystko zależy od tego naszej branży, choć pewne umiejętności są uniwersalne – na czele ze znajomością języków obcych. Tutaj do wyboru mamy bezpłatne aplikacje, jak Duolingo, Busuu, Babbel czy Memrise, blogi o nauce języka, ale przecież uczyć możemy się też przez rozrywkę. Czytanie zagranicznych książek, blogów i portali, oglądanie zagranicznych kanałów telewizyjnych, czy oglądanie seriali bez polskich napisów, też pomagają w nauce.

W internecie jest również wiele kursów online w bardzo zróżnicowanych cenach, które mogą nam pomóc podnieść umiejętności w konkretnej dziedzinie. Przykładem mogą być kursy na infolia.pl, edx.org czy akademiawebinaru.pl.

Ale przydatne mogą okazać się także zupełnie inne umiejętności. Mi praca w trybie home office pokazała, że jestem w stanie zmobilizować się i wykonać swoje zadania nie będąc nadzorowana przez szefa, co wydawało mi się niemożliwe. Praca zdalna to też okazja by przećwiczyć tworzenie i egzekwowanie własnego harmonogramu pracy. Dla tych z Was, którzy łączą pracę z domu i opiekę nad dziećmi to już w ogóle niesamowite wyzwanie logistyczne.

3. Zastanowić się nad tym co dalej?

W codziennej rzeczywistości działamy trochę na zasadzie automatycznego pilota, wiele rzeczy robiąc bezrefleksyjnie. Często nie mamy czasu na to, aby choć przez chwilę zastanowić się, czy rzeczywistość, w której funkcjonuję zadawala mnie. Może dlatego tyle mówi się o rozwodach, które podobno mają być plagą po kwarantannie 😉

Ja przez długi czas nie umiałam rozmawiać sama ze sobą i dlatego wolałam żyć na pełnych obrotach. Praca, obowiązki, spotkania ze znajomymi, podróże – ciągle coś się działo i to wszystko skutecznie zajmowało mi myśli. W pewnym momencie zorientowałam się, że najgorzej zaczyna się robić, gdy mam kilka dni, albo nawet dzień wolnego. Wtedy zaczynały się myśli i związane z nimi wątpliwości. Bo szczere i uczciwe rozliczenie swojej rzeczywistości i samej/samego siebie, wcale nie należy do rzeczy prostych i przyjemnych. Ale jeśli chcemy coś zmienić, jest niezbędne. A czy może być lepsza okazja do zmiany niż kryzys?

4. Uświadomić sobie, że nic w życiu nie jest pewne.

Podobno Bill Gates już dawno ostrzegał, że nie dziś, nie jutro, ale na pewno przyjdzie moment, w którym będziemy musieli zmierzyć się z pandemią. Cóż, nie znam nikogo, kto w lutym przypuszczałby, że miesiąc później będziemy bali się wyjść z domu, co nie zmienia faktu, że wszystkie nasze plany poszły w niepamięć. A przecież jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że możemy cieszyć się wolnością i swobodnym decydowaniem o nas samych.

Jakkolwiek uważam, że to prawda, że w dużej mierze sami kształtujemy naszą rzeczywistość, to koronawirus udowodnił, że musimy być przygotowani na nieznane. A co w tym celu najlepiej mieć? Oszczędności! Czas więc wykorzystać ten moment zwolnienia obrotów i przed pierwszą wizytą w świeżo otwartych centrach handlowych rozpisać swój budżet domowy i zastanowić się, jak wprowadzić w nim zmiany.

Mi siedzenie w domu pokazało jak wiele pieniędzy wydawałam na jedzenie na mieście. I choć uwielbiam spotykać się ze znajomymi w restauracjach, kawiarniach, pubach itd., to jednak po powrocie do „normalności” będę to robić zdecydowanie racjonalniej. I częściej umawiać się na wspólne gotowanie 😉

5. Znaleźć pasję.

Czemu jeszcze sprzyja siedzenie w domu? Zdecydowanie kreatywności! I tu z pewnością najwięcej do powiedzenia mieliby rodzice, którzy muszę zająć czymś przez cały dzień swoje małe pociechy. Ale kreatywne spędzanie czasu potrzebne jest także nam, dorosłym. Może kwarantanna pozwoli nam odkryć pasje, które będziemy rozwijać także po wyjściu z domu?

Ja przekonałam się jak dużą radość daje mi gotowanie i że (o dziwo) naprawdę mi wychodzi! Zamówiłam też półfabrykaty do samodzielnego zrobienia biżuterii. Można też malować, szydełkować, grać w gry planszowe całą rodziną, odnawiać meble, szyć, czy np. zacząć tworzyć przydomowy ogródek (nawet jeśli dysponujemy tylko balkonem). Pomysłów jest niezliczona liczba!

6. Docenić, to co mamy.

To chyba najważniejszy punkt, przynajmniej dla mnie. Z natury jestem narzekaczem, ale ostatnio narzekanie bardzo mnie mierzi. Na to, że trzeba siedzieć w domu, a najgorzej, że z rodziną, narzekanie na brak podróży, narzekanie na noszenie maseczek. Wiem dobrze, że do narzekania zawsze znajdzie się powód, ale czy warto? Albo inaczej, czy wypada?

Są ludzie, którzy muszą narażać zdrowie i życie chodząc do pracy – w szpitalach, ośrodkach pomocy, na granicy, w środkach komunikacji miejskiej itp. itd. Osoby, które straciły bliskich, albo same są chore. Są też takie, które przez narastający kryzys straciły wszystko.

Wiadomo, jesteśmy tylko ludźmi. Sama tęsknię za podróżami, gwarnymi i pełnymi śmiechu spotkaniami ze znajomymi, wieczorami spędzonymi na schodkach nad Wisłą… Ale to są tak naprawdę cudowne, ale zbytki. Bo nie tylko przyjemnościami życie jest usłane.

Narzekamy, że siedzimy non stop w czterech ścianach z tymi samymi osobami, a czy choć raz wyszliśmy z inicjatywą by zrobić wspólnie coś innego, nowego, kreatywnego?

Narzekamy, że nie możemy latać po świecie, a czy znamy dobrze naszą okolicę? Czy choćby okolice naszego miasta?

Jak widzicie, trochę pracy przed nami, więc od dziś nie smęcimy, a działamy. Narzekanie zostawmy na ten moment, w którym nie będziemy mogli zdecydować się czy zjeść w Rzymie pizzę, czy makaron, albo kiedy gdzieś na południu Hiszpanii, niedokładnie otrzepiemy stopy z piasku. Tak, to będą dopiero problemy!

A za tydzień zapraszam do przeczytania kolejnego tekstu, tym razem o tym, jak zacząć od zera. Szczególnie jeśli musimy robić to po raz kolejny 😉

ściskam,
Agata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *