Przepis na domowy ramen – najlepszy
Przepis na domowy ramen – najlepszy

Przepis na domowy ramen – najlepszy

Ostatnio ramen jest moją ulubioną potrawą. W czasach przedcovidowych na jego wyśmienite wydanie chodziłam do Uki Green. Jesenią 2020 wraz z moim chłopakiem, który jest współautorem tego tekstu, wzięliśmy udział w kursie online i nauczyliśmy się ten azjatycki przysmak przyrządzać w domowym wydaniu. Co ciekawe, na warsztacie pierwsze zdanie prowadzącego brzmiało: „uprzedzam, że w domu nie uda Wam się przygotować dobrego ramenu”… Postanowiliśmy jednak nie dać mu wiary i zgłębić przepis na domowy ramen!

Przez ostatnie miesiące dopracowaliśmy przepis, którym ze spokojnym sumieniem możemy się z Wami podzielić. Ramen z niego smakuje nie tylko nam, ale także naszym gościom 🙂 Od razu dodam, że nie jest to łatwa i szybka w przygotowaniu potrawa. Wymaga czasu, jak również wielu składników. Warto je od razu kupić w większej ilości przez internet, dzięki czemu wystarczą na dłużej, a dodatkowo w ten sposób będą też tańsze. Kwestia toppingów to oczywiście indywidualna sprawa. Opisałam nasze ulubione, ale jeśli macie inne pomysły – śmiało je sprawdźcie i dajcie o nich znać w komentarzu! 🙂

Składniki bulionu:Przyprawy do bulionu:Toppingi:
– porcja rosołowa z kaczki,
– 2 marchewki,
– 2 pietruszki,
– ćwiartka selera,
– połowa pora,
– 1 spora cebula,
– 3-4 grzyby suszone,
– sos sojowy,
– sos rybny,
– pasta dashi miso.
– 10 goździków,
– laska cynamonu,
– 3 gwiazdki anyżu,
– 5 ziaren ziela angielskiego,
– garść ziaren pieprzu (u mnie 40 szt.),
– 4 listki kafiru (limonki),
– 4 listki laurowe,
– suszona papryczka chilli,
– 5 cm kawałek imbiru,
– pół główki czosnku,
– sól.
– makaron ramen,
– jajka,
– opakowanie tofu,
– bakłażan,
– grzyby shitake,
– pak choi,
– szczypiorek,
– uprażone ziarna sezamu,
– namoczone wakame  .

Bulion azjatycki

Podstawą ramenu jest dobry bulion. Ja gotuję go w stylu azjatyckim, tzn. z dodatkiem wielu przypraw, które pewnie na pierwszy rzut oka nie pasują do rosołu w jego polskim kształcie. Podstawą mojego bulionu jest zazwyczaj porcja rosołowa z kaczki.

Początek jest standardowy: mięso myjemy, wrzucamy do garnka, zalewamy wrzątkiem, zbieramy szumowiny, gotujemy przez ok. 1-2 godziny. Następnie dodajemy klasyczną rosołową włoszczyznę – marchewki, pietruszki, selera, pora i cebulę. Dodajemy też grzyby, które przez noc namoczyliśmy w wodzie (wodę po grzybach również wlewamy do garnka).

Teraz bardzo ważny krok, stanowiący o tym, że mój bulion staje się azjatycki. Na suchą patelnię wrzucamy przyprawy: goździki, zgniecioną laskę cynamonu, gwiazdki anyżu, ziarna pieprzu i ziela angielskiego. Prażymy je ok. 10 minut na małym ogniu. Następnie dorzucamy listki kafiru (limonki), liście laurowe, suszoną papryczkę chilli, obrany kawałek imbiru pokrojony w plasterki, przekrojone na pół ząbki czosnku. Na zdjęciu powyżej dodałam również zgniecioną łodygę trawy cytrynowej. Wszystko prażymy jeszcze ok. 10 minut na bardzo małym ogniu, co chwilę potrząsając patelnią. Po wydobyciu pełni smaku zawartość naszej patelni dodajemy do garnka. Solimy, ale nie za dużo (później będzie jeszcze sos sojowy) – ja na 5l garnek ze szwedzkiej sieci na tym etapie dodaję łyżeczkę soli.

Tak wstawiony bulion gotujemy również na bardzo małym ogniu, tak żeby tylko delikatnie „pyrkał” (znacie takie określenie, czy to moje domowe? 😉). Idealnie jest gotować wywar przez kilka godzin – u nas w praktyce gotujemy go jeszcze ok. 2 godzin.

Mięso lub tofu

Czas przygotować dodatki do naszej zupy. W zależności od tego, czy wolicie wersję mięsną, czy wegetariańską, podstawowym dodatkiem może być tofu lub mięso. Ja zazwyczaj przygotowuję z wersję vege. Tofu odciskam, drobno kruszę w rękąch, a następnie podsmażam na patelni z drobno posiekanymi papryczką chili, czosnkiem i imbirem oraz podlane sosami sojowym i rybnym, odrobiną miodu.

W przypadku, gdy gotujemy zupę na porcji rosołowej z kaczki, wybieramy z ugotowanego mięsa smaczne kąski i podsmażamy je na patelni na podobną modłę (chili, czosnek, imbir, sos sojowy, sos rybny, trochę miodu) aż się przyrumienią. Nie oszukujmy się, gotowane mięso nie ma w sobie zbyt wiele smaku, za to podsmażone z dodatkami – jak najbardziej! No i przy okazji jesteśmy zero waste 😊

Jajka

Dla mnie to najważniejszy dodatek do ramenu! Od razu podkreślę, że nie przepadam za jajkami marynowanymi, które często spotyka się w wersjach restauracyjnych, z prostego powodu – bardzo nie lubię octu i jego zapachu. Dlatego tutaj sprzedam Wam przepis na – za przeproszeniem – jajka sauté, ale za to z pro-tipem, by nie pękły podczas gotowania i nie były zbyt twarde. Czytajcie więc uważnie!

  1. Jeśli pytacie, ile jajek ugotować, odpowiadam – w zależności od wielkości apetytu i żołądka. Wg. mnie idealna porcja to 1 lub 1,5 jajka na osobę.
  2. Przed ugotowaniem jajek musimy je doprowadzić do temperatury pokojowej. Najlepiej więc wyciągnąć je z lodówki co najmniej godzinę przed gotowaniem lub włożyć do ciepłej wody.
  3. Następnie – to bardzo ważny element – po tej bardziej płaskiej stronie jajka, zapewne możemy nazwać ją spodem, wywiercamy ostrą śrubką dziurkę w skorupce. Trzeba zrobić to na tyle umiejętnie, by dziurka powstała bez uszkodzenia reszty skorupki. W jakim celu te alpejskie kombinacje? Aby zmniejszyć ciśnienie w jajku, dzięki czemu nie pęknie od kontaktu z wysoką temperaturą wody. Wystarczy lekko, ale konsekwentnie kręcić śrubką w jednym miejscu. Dziurkę można spróbować zrobić igłą, pinezką czy czymś innym szpikulcowatym . Mi śrubką idzie najwygodniej 🙂
  4. W tym czasie wstawiamy do zagotowania wodę. Kiedy będziemy wrzucać do niej jajka, musi być mocno wrząca i taka też pozostawać przez cały czas. Gotowanie potrwa równo 6 min. i 15 sek. Tu nie ma miejsce na improwizację, bo to sprawdzony czas na idealnie (nie)ścięte żółtko dla jajek rozmiaru L!
  5. Przygotowujemy sobie dużą miskę z lodowatą wodą – ja do zimnej wody dodatkowo wkładam kostki lodu. Po odmierzonym czasie (6m15s!) jajka od razu wkładamy do naszej lodowej kąpieli, aby zatrzymać ich gotowanie.
  6. Po 10 minutach wyjmujemy je, obieramy ze skorupki i delikatnie przekrajamy na pół.

Bakłażan

Kolejna gwiazda naszego ramenowego programu. Nawet jeśli do tej pory twierdziliście, że nie lubicie tego warzywa, z całego serca polecam wypróbowanie go w takiej wersji. Bakłażana kroimy na podłużne plastry ok. 1 cm grubości. Smażymy je z jednej strony na suchej patelni do momentu aż się delikatnie zarumienią. Obracamy “surową” częścią do patelni. “Zarumienioną” część uważnie posypujemy cukrem starając się nie rozsypać go na spód patelni. Gdy cukier się rozpuści każdy plaster delikatnie polewamy łyżeczką sosu sojowego. chwilę podsmażamy i obracamy bakłażana. Powinna nam powstać glazura cukrowo-sojowa. Mniam. Dosmażamy minutę i gotowego bakłażana-teriyaki-style zdejmujemy z patelni i pozwalamy mu delikatnie zastygnąć.

Grzyby shitake

Najtrudniejsze za nami! Pozostałe dodatki są już dużo prostsze do przygotowania. Grzyby shitake zalewamy gorącą wodą i zostawiamy ok. pół godziny do namoczenia. Następnie kroimy w paski i podsmażamy na patelni (ponownie ja dodaję trochę sosu sojowego, czosnku, imbiru – to moje ulubione trio które dominuje smakiem w ramenie by Agata). Jeśli nie macie grzybów shitake to od biedy możecie wykorzystać pokrojone w paski i podsmażone na patelni pieczarki.

Pak choi

To najprostszy element – urywamy kilka listków kapusty pak choi i parzymy je we wrzącej wodzie (może być ta gotowana na makaron, oczywiście przed jego zagotowaniem 😉 ). Po 30 sekundach wyciągamy je, przelewamy zimną wodą (może być ta po jajkach) i kroimy w 2-3 cm paski.

Makaron ramen

Dlaczego napisałam o makaronie na końcu? Bo najlepiej, gdy gotujemy go przed samym podaniem zupy. Ma w sobie dużo glutenu i ugotowany wcześniej po prostu się poskleja. Oczywiście możecie spróbować zrobić makaron samodzielnie, ale z doświadczenia mogę napisać – nie ma to większego sensu, bo kupny jest równie dobry! Polecam np. ten ze zdjęcia, w opakowaniu znajdziecie cztery rulony nitek makaronowych. Dla dwóch osób spokojnie starczą dwie. Ja makaron gotuję ok. 2 minuty (chociaż na opakowaniu jest napisane 3 min) – co ważne – w niesolonej wodzie!

Sposób podania

Ugotowany bulion przecedzamy przez sitko i dodajemy do niego pastę dashi miso (do kupienia w Makro, Carrefour czy w Leclercu, a przede wszystkim w internecie). Proporcje to łyżeczka pasty na 0,5 litra bulionu. W takich samych proporcjach (łyżeczka na 0,5 litra bulionu) dodajemy sos sojowy i sos rybny. Przed nalaniem na talerz doprowadzamy bulion do wrzenia.

Ramen najlepiej jeść w głębokich miskach. Na początek nakładamy makaron, który zalewamy wrzącym bulionem. Mieszamy przez chwilę. Następnie na wierzch nakładamy dodatki i wreszcie! JEMY!!!

Życzę Wam smacznego i w razie pytań – śmiało piszcie!
Ściskamy,
wielbiciele ramenu – Agata i Piotr

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *