Masz tylko jedno życie. Jak je wykorzystasz?
Masz tylko jedno życie. Jak je wykorzystasz?

Masz tylko jedno życie. Jak je wykorzystasz?

Niedawno przez głowę przeszła mi myśl, na pozór błaha i oczywista. Nie pamiętam nawet sytuacji, w której się pojawiła: czy był to moment, w którym siedząc w fotelu z drinkiem w dłoni myślałam o losach wszechświata? Czy czy też była to po prostu szybka myśl, która wpadła mi do głowy podczas mycia podłogi. Fakt jest taki, że pewnego dnia pomyślałam sobie „cholerka, mam przecież tylko jedno życie”. Powiedziałam to sobie na głos i wtedy dotarła do mnie cała moc tego zdania. To prosta prawda, ale takie są zazwyczaj najbardziej trafne i sensowne.

Chcę zaznaczyć od razu, że nie piszę o tym zdaniu w kontekście popularnego „YOLO”, czy też machnięcia ręką, stwierdzenia „raz się żyje” i robienia głupot. Wręcz odwrotnie. Gdy przez chwile skupiłam
się na stwierdzeniu „mam przecież tylko jedno życie”, dotarło do mnie jak wielką odpowiedzialność ponoszę za życie, które mam tu i teraz i które (mam nadzieję jeszcze długo) przede mną. I nie jest to odpowiedzialność za to, żeby za wszelką cenę tego życia nie stracić. Jest to odpowiedzialność za to, żeby przeżyć je we właściwy sposób.

Co to znaczy „we właściwy sposób”? To kwestia indywidualna dla każdego z nas. Dla mnie oznacza to, by nie tracić cennego czasu i sił na tkwienie w nielubianej pracy, w nieudanych związkach i relacjach międzyludzkich, czy też na odkładanie wszystkiego na później. To ostatnie jest niestety moją bolączką. Ale też z drugiej strony by inwestować dużo czasu i energii w rozwój osobisty. W pielęgnowanie dobrych i wartościowych relacji, czy realizowanie celów, które są dla mnie ważne.

Oczywiście, nie na wszystko mamy wpływ, ale najważniejsze by próbować zmienić to, co nam nie pasuje. Zdanie „mam przecież tylko jedno życie” motywuje mnie, więc do pracy nad sobą i nad moją rzeczywistością i do tego, by działać, a nie tylko myśleć o działaniu. By nie przeglądać całymi wieczorami zdjęć na Instagramie z myślą „ona to ma dobrze w życiu, a u mnie, stara bida”, tylko by starać się żyć życiem, z którego jestem i będę zadowolona. Inni nie muszą mi zazdrościć, najważniejsze, bym ja czerpała satysfakcję z tego kim jestem, co mam i co robię.

Chcę by głównym tematem mojego bloga było doradztwo zawodowe i coaching kariery (różnice między nimi wyjaśnię w osobnym tekście) i wydaje mi się, że prawda, o której dziś piszę jest podstawą do tego, by próbować coś zmienić w swoim życiu zawodowym. By odważyć się na zmianę i szukać pracy, której nie będziemy traktować, jako kary, lecz jako pasję. Do której będziemy przychodzili z przyjemnością i poczuciem, że rozwijamy się i zmierzamy w dobrym kierunku. Czasem zmiana pracy nie jest nawet konieczna. Być może potrzebujemy tylko spojrzeć na to, co robimy z dystansu i dostrzec na nowo tego sens. Są też sytuacje odwrotne, gdy prawdziwym pragnieniem kogoś jest rzucenie pracy
i skupienie się np. na dbaniu o rodzinę i dom. I to też jest ok.  

Przyznam, że przez wiele lat robiłam sobie wyrzuty o to, że wielu rzeczy próbuję i potem rezygnuję. O to, że narzekam na swoją pracę i nadal dzień po dniu do niej przychodzę, czy o to, że tkwię w relacjach, które mnie uwierają.

Teraz staram się doceniać fakt, że podejmuję próby zmiany mojej rzeczywistości, że bardzo mocno pracuję nad sobą i nad relacjami, że nie spoczywam na laurach. Nie wszystko w życiu przychodzi ot tak, a wręcz odwrotnie – bardzo mało rzeczy zmienia się z dnia na dzień. Czasem małe kroki i próby, przynoszą z czasem spektakularne i trwałe efekty. Także zajęcia, które wykonywaliśmy np. na studiach i umiejętności na pozór bezużyteczne, nieoczekiwanie procentują kilka, czy kilkanaście lat później.

To samo zdanie było dla mnie motywacją chociażby do pójścia na studia podyplomowe z doradztwa zawodowego i job coachingu, a także do założenia tego bloga. Skończyłam studia politologiczne, pracowałam w PR, teraz pracuję w administracji publicznej i studia te pasowały nijak do wszystkiego, co robiłam. Oczywiście miałam myśli, że to niepoważne by zaczynać kolejny, zupełnie inny wątek w moim życiu zawodowym. Ale przeważyło poczucie, że chcę to robić i rozwijać się tym i nie chcę kierować się myślami „jak to wygląda” i „czy to wypada”.   

Dlatego zachęcam Was do przemyślenia tego tematu i popatrzenia na swoją codzienność z perspektywy zdania „Mam tylko jedno życie.”. Często żyjąc z dnia na dzień tkwimy z przyzwyczajenia w różnych miejscach i układach. Zapominamy o tym, czego tak naprawdę chcemy, co możemy osiągnąć i co jest lub może stać się naszym powołaniem.

A przecież każdy z nas ma predyspozycje takiego ukształtowania swojej rzeczywistości, by czerpać satysfakcję z każdego dnia, a nie żyć tylko od weekendu do weekendu. Tak by z uśmiechem czekać na każdy poniedziałek 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *