Pierwsze wrażenie ma kolosalne znaczenie – wywiad z Izabelą Muther, trenerką motywacji i ekspertką ds. wizerunku
Pierwsze wrażenie ma kolosalne znaczenie – wywiad z Izabelą Muther, trenerką motywacji i ekspertką ds. wizerunku

Pierwsze wrażenie ma kolosalne znaczenie – wywiad z Izabelą Muther, trenerką motywacji i ekspertką ds. wizerunku

Dziś zapraszam Was do przeczytania wywiadu z Izabelą Muther, której doświadczenie zawodowe i liczba profesji są naprawdę imponujące: jest trenerką motywacji osobistej, wykładowcą profesjonalnej komunikacji i budowania potencjału, a także przedsiębiorcą tworzącym własną markę odzieżową. Izabela prowadzi warsztaty coachingowe, dotyczące również wizerunku w biznesie, wspiera kobiety na drodze do pozytywnych zmian, a przy tym wszystkim jest szczęśliwą żoną i mamą trzech córek.

Prosząc Izę o spotkanie w sprawie wywiadu, miałam założenie, że skoncentrujemy się na kwestiach wizerunkowych, jednak (zupełnie przypadkiem) wyszła z tego rozmowa o sile kobiet. Co, nie ukrywam, bardzo mi się podoba. Mam nadzieję, że i Wy znajdziecie w tej rozmowie trochę siły dla siebie 😉

Iza, jesteś coachem, masz własną linię sukienek, bardzo różnorodne doświadczenie zawodowe. Jak do tego wszystkiego doszłaś?

Jakiś czas temu dostałam propozycję by wykładać w Akademii Leona Koźmińskiego profesjonalną komunikację. Gdy zaczęłam przygotowywać się i zastanawiać, dlaczego w ogóle ja mam tam przed studentami stanąć i co mam im do przekazania, rozpisałam sobie takie moje dzieje zawodowe. Okazało się, że tyle już w życiu rzeczy robiłam i zawsze się zastanawiałam – po co tak skaczę z tematu na temat. Pracowałam w korporacjach międzynarodowych, w polskich firmach, otwierałam swój biznes, mieszkałam w Polsce, mieszkałam za granicą, uczestniczyłam w wielu kursach z naprawdę przeróżnych dziedzin…

Ale rozumiem, że jakiś głos wewnętrzny mówił Ci cały czas, że to jest jednak po coś.

Tak. A teraz dokładnie wszystko zebrało mi się w jedną całość, zrozumiałam po co to wszystko było mi potrzebne. Przychodzą do mnie kobiety, które są troszkę zagubione. Dlaczego? Często żyjemy według pewnych schematów, które nam np. wpojono w dzieciństwie. Spotykam też kobiety, które na początku kariery stłamszono. Takie doświadczenia mogą spowodować zamknięcie się w sobie na długi czas. A ja jestem na to wkurzona. Stwierdziłam, że tak nie może być.

Też wydaje mi się, że my, kobiety, szczególnie chyba w Polsce przyzwyczajone jesteśmy, żeby w żadnym razie nie mówić o sobie dobrze i często mamy naturalną tendencję do dołowania się, a nie budowania. Też to zauważasz?

Absolutnie. Pierwsze od czego zaczynam pracę z klientką, to odkrywanie, gdzie może mieć ukryte „schemaciki”, które później rozkładamy na czynniki pierwsze. Bo co z tego, że ja z taką kobietą rozpiszę wspaniały pomysł na jej biznes, kiedy właśnie dokładnie te schemaciki będą ją cały czas stopowały. My zaczynamy od “sprzątania”. Muszę Ci powiedzieć, że ten coaching był we mnie od zawsze. Dla mnie to było absolutnie naturalne, że wszystkim dookoła doradzam, wspieram itd. A teraz mam na tyle dużo doświadczenia, że wiele klientek mogę wspierać zawodowo właśnie tym doświadczeniem się kierując. Zrozumiałam to dopiero przygotowując się na spotkanie ze studentami. To też a propos tego, jak bardzo my, kobiety nie doceniamy siebie.

Jasne, często wydaje nam się, że musimy być tak w 100% poukładane; że jak skończymy studia to ta dalsza kariera musi iść jak po sznureczku, w jednym kierunku, bez zbaczania z trasy i momentów zawahania. A przecież nigdy nie wiemy czy np. praca w McDonald’s nie zaprocentuje kiedyś na stanowisku kierowniczym itp.

To po pierwsze, a po drugie, ja jestem świetnym przykładem tego, jak łatwo ten sznureczek może się przerwać, bo mój przerwał się w wieku 30 lat, kiedy urodziłam dziecko. I to jest ten moment, kiedy wielu kobietom wszystko wywraca się do góry nogami. Nagle z super bizneswoman, pracującej w korporacji i robiącej międzynarodową karierę, wylądowałam w domu z małym dzieckiem. Zostawiłam to wszystko, skupiłam się wyłącznie na córce i moje życie zawodowe zawaliło się na parę ładnych lat. Mój mąż w tym czasie rozwijał się zawodowo. Ale to nie jest tak, że miałam złego męża, który mnie olewał i w niczym nie chciał mi pomóc. Ja mu nawet nie zaproponowałam innej opcji poukładania tej sytuacji, a jemu zwyczajnie nie przyszło to do głowy. Jego siostra, która jest Niemką, postąpiła zupełnie inaczej. Urodziła bliźniaki, poszła na urlop macierzyński na pół roku, potem jej mąż na kolejne pół roku na urlop tacierzyński, po czym oboje wzięli u swoich pracodawców po jednym dniu pracy zdalnej, a resztę – 3 dni – dzieci były w żłobku. Jak widać można znaleźć niestandardowe rozwiązanie.

I dzięki takiemu rozwiązaniu też oboje rodziców jest w takim samym stopniu zaangażowanych w wychowanie dziecka.

Dokładnie tak. Śmieszne jest to, że gdybym ja zaproponowała takie rozwiązanie mojemu mężowi, nie miałby z tym żadnego problemu. Tylko przez to, że wydawało mi się, że to ja muszę w 100% skoncentrować się na dziecku, takie rozwiązanie nie przyszło mi to do głowy. Ponieważ sytuacja miała miejsce ponad 20 lat temu, wydawać by się mogło, że w dzisiejszych czasach takie problemy są nieaktualne. Niestety, nadal zbyt często tak dzieje. I jeśli mogę choć kilku kobietom wskazać, że nie muszą iść taką drogą, to zrobię to.

Bo oczywiście to nie jest tak, że to coś złego poświęcić się wychowaniu dzieci, ale chodzi właśnie o ten wybór. A wydaje mi się, że często też jest tak, że narzekamy, że wszystko jest na naszej głowie, ale nie dajemy sobie w żaden sposób pomóc, nie wychodzimy z inicjatywą, by trochę obowiązków oddać mężowi, partnerowi, czy innym bliskim osobom.

Niestety stare schematy, które w nas tkwią, mają fatalne dla nas skutki. Prowadzę obecnie coaching biznesowy z klientką, u której te stereotypy były mocno zakorzenione. Na pierwszej sesji skupiłyśmy się tylko na tym. Po spotkaniu dostałam od niej wiadomość, że widzi nadzieję, że coś w jej życiu się zmieni i że wierzy, że jej biznes posunie się do przodu. A my nie zaczęłyśmy jeszcze nawet mówić o biznesie. Wystarczyło pokazać jej trochę inną perspektywę, by poczuła energię i wiarę, że się uda!

A czy jako osoba, która pracuje nad budowaniem wizerunku, jesteś w stanie stwierdzić, że są jakieś fundamenty wizerunku, które występują niezależnie od dziedziny, którą się zajmujemy? Że takie same zasady będą dotyczyć kobiety pracującej w branży kreatywnej i np. w urzędzie?

Jak zaczynałam pracować z wizerunkiem w biznesie tak właśnie było. Teraz uważam, że każdy powinien kierować się przede wszystkim tym, jak chce być postrzegany, z czym jest mu wygodnie i po drodze. Kiedy kobieta przychodzi do mnie po poradę wizerunkową, zaczynamy od 1,5 godziny dyskusji. Bardzo często jest tak, że ktoś mówi, że czegoś chce, ma określony cel, ale po rozmowie okazuje się, że to w ogóle nie jest to, czego ta osoba naprawdę chce. Jeśli określimy ten rzeczywisty cel, to podstawą jest to, żeby klientka czuła się po prostu świetnie, a moim zadaniem jest  to, żeby ten nowy wizerunek pomógł jej osiągnąć określone cele zawodowe. Dopasowujemy więc wizerunek z jednej strony do osobowości i zasobów klientki, ale też do pozycji zawodowej i branży w której działa.

Z czasem odkryłam też, że niektóre kobiety na siłę trwają przy wizerunku „grzecznej dziewczynki”. I co ciekawe często wynika to z tego, że partnerzy/mężowie, mają na to fundamentalny wpływ. Przychodzą do mnie kobiety, które trzęsą całą firmą, a jednocześnie mówią mi, że mąż najbardziej lubi jak ona taką grzeczniutką sukieneczkę założy. I oczywiście fajnie jest, jeśli Twój facet powie, że ładnie wyglądasz. Pod warunkiem, że sama się w tym dobrze czujesz, a nie robisz tego tylko dla niego.

O pierwszym etapie coachingu, czyli tym wyjściu ze schematów, mówiłyśmy, jaki jest następny etap?

Często potem patrzymy jakie są skojarzenia danej osoby z sukcesem, robieniem kariery czy zarabianiem pieniędzy. To nie jest takie oczywiste, bo okazuje się na przykład, że ta osoba ma same negatywne myśli w tym zakresie. Jeśli masz takie przekonania, to choćbyś stanęła na rzęsach, nie zrobisz biznesu. Sama wtedy swoje plany sabotujesz. Dopiero jak to wyprostujemy, wracamy do ustalania celu zawodowego.

A bywa tak, że ten cel, z którym klientka pojawiła się u Ciebie po tych dwóch etapach się zmienia?

Bardzo często. I dopiero gdy mamy ten rzeczywisty cel, przechodzimy do pracy nad osiągnięciem go, sprawdzamy co jest do tego potrzebne, np. ustawienie na nowo ról życiowych. Jako kobiety chciałybyśmy milion rzeczy ogarniać na raz, a ja mam takie powiedzenie, że każdy z nas, każdego dnia dostaje jeden kubełek energii. Każdy taki sam. Nie jesteś w stanie go powiększyć i brać z niego więcej. Trzeba więc bardzo poważnie się zastanowić, jak spożytkujesz energię z tego kubełka. Bo jeżeli przeznaczysz go np. na pomaganie babci, koleżance i mężowi, to w Twoim kubełku energii na pracę zawodową i inne obowiązki zostanie już bardzo mało. Więc przeważnie to jest podstawa pracy – ustawianie ról życiowych i ile energii konkretnej roli chcesz przeznaczyć. Dużo tematów się po tym ćwiczeniu układa.

Nie da się w każdej roli życiowej dawać z siebie 100 procent.

Tak, dlatego warto dobrze ustalać priorytety na dany dzień i trzymać się ich. Czy danego dnia to jest biznes, czy to jest rodzina, czy to jest rozwój osobisty. I resztę rzeczy ustawiamy pod to. Bo jeśli zabraknie Ci energii na spacer, to przeżyjesz to, ale jeśli zbraknie Ci tej energii na naprawdę ważne zadanie, to już będzie gorzej, bo pojawią się też wyrzuty sumienia, że nie ogarniasz ważnych dla Ciebie rzeczy.

Chciałabym także zapytać Cię o kwestię pierwszego wrażenia. Czy zgadzasz się z tym, że ma ono bardzo duże znaczenie?

Ja sama, zanim zaczęłam się tym zajmować zawodowo, byłam osobą, która robiła dobre „drugie wrażenie”, nadrabiałam więc osobowością. A to już wymaga dużo większego wysiłku. Teraz mam świadomość i wiedzę jak chcę być postrzegana. Uważam, że “pierwsze wrażenie” ma kolosalne znaczenie. Oczywiście możemy nadrobić osobowością, ale nasz mózg jest tak skonstruowany, że jak raz wyrobimy sobie zdanie na czyjś temat to ta osoba musi naprawdę się napracować, żeby to zdanie zmienić. Bo nasz mózg nie lubi się mylić.

I też nie zawsze dajemy szansę na zrobienie drugiego, pozytywnego wrażenia.

To prawda, a jeżeli od razu zrobimy dobre wrażenie na kimś, to nasz mózg sobie tylko potem potwierdza tę pierwszą refleksję. Często nawet nie mamy świadomości tego, jak szybko oceniamy ludzi po ich wyglądzie, dzieje się to automatycznie.

I uważasz, że można się tego nauczyć? Żeby wiedzieć, co chcemy danym wizerunkiem osiągnąć i wykorzystywać to? Nie mówię o graniu…

Nie, to nie jest granie, to jest pomaganie sobie. Wygląd, to w jaki sposób mówisz – czyli intonacja, tembr głosu i to co mówisz, to są najważniejsze punkty. W tym – niestety – te pierwsze dwa elementy muszą nam się zgadzać, żeby to trzecie się w ogóle nas zainteresowało. Rekruterzy często zwracają uwagę najpierw na zdjęcie i to decyduje czy patrzą dalej czy nie. Taka jest ludzka natura. Są osoby, które mówią mi, że one nie będą się temu poddawać i nie będę zwracać uwagi na to jak wyglądają – oczywiście, mają do tego prawo, ale niech to będzie Twój świadomy wybór.

Do tego też potrzebne są chęci, bo narzekać często jest najwygodniej, a zmiana wymaga odwagi i ciężkiej pracy.

Tak, a mi nie chodzi o jakieś niewiadomo jakie przebieranie się, bo tak jak Ci powiedziałam, robię to totalnie pod daną osobę, jej charakter i potrzeby. Działam tak, żeby kobieta, z którą pracuję, miała pewność, że jej wygląd już jest ogarnięty a ona mogła skupić się na jej pozostałych celach.

Powiedz mi, skąd Ty do tego wszystkiego bierzesz motywację, bo zajęć życiowych masz mnóstwo, masz trzy córki, pracujesz, uczysz się – skąd w Tobie ten ciągły głód dalszego rozwoju?

To jest pytanie, na które nie znam odpowiedzi (śmiech). Gdy pracowałam jeszcze w korporacji, poprosiłam o „feedback” szefową marketingu, bo bardzo ceniłam jej zdanie. Powiedziała mi coś ciekawego – Ty nie kombinujesz czy masz coś zrobić, tylko od razu: jak to zrobić. Poza tym, wszystko co do tej pory robiłam, to były moje totalne pasje. Szycie pasjonowało mnie od dziecka. Już jako nastolatka większość ubrań szyłam sama. Pomaganie ludziom mam chyba w genach 🙂

Czyli po prostu nigdy nie szukasz sobie wymówek i idziesz za ciosem.

Potrafię siebie zmotywować, ale też wyczuwam instynktownie jak motywować innych aby szli po swoje marzenia. Łatwo nie odpuszczam.

A czy nazwałabyś siebie “kobietą sukcesu”?

Zdecydowanie tak. Niedawno miałam 50 urodziny i zaprosiłam na nie rodzinę i przyjaciół, trochę nas siedziało przy tym stole. Stwierdziłam, że mam cholernie cudowne życie. Dobrą relację z mężem, który ostatnio powiedział mi, że już dzień wcześniej wie, że będę miała zły humor i zaczyna mnie rozweselać, jesteśmy ze sobą ponad 20 lat. Mam trzy córki, które są dla mnie motywacją, bo każda z nich idzie po swoje marzenia i pasje, więc ja też muszę 🙂 Mam rodzinę i przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć. Do tego ciągle rozwijam się zawodowo. Kiedy mam wrażenie, że nic więcej już nie wymyślę, pojawia się nowa perspektywa. I tak udało mi się połączyć w fajną całość coaching, sukienki i pracę z wizerunkiem. To jest dla mnie sukces. To, że mogę i mam odwagę robić zawodowo to, co lubię.

Powiem Ci, że nic mnie tak nie motywuje, jak słuchanie historii ludzi, którzy osiągnęli sukces. I ten sukces nie oznacza, że ktoś zarabia dużo pieniędzy tylko, że jest spełniony. Mogę tylko powiedzieć, że patrząc na Ciebie i słuchając Cię, stwierdzam, że życie zaczyna się po pięćdziesiątce.

Naprawdę tak jest!

One comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *