Zalety i wady pracy zdalnej – czy stanie się częścią naszej rzeczywistości na stałe?
Zalety i wady pracy zdalnej – czy stanie się częścią naszej rzeczywistości na stałe?

Zalety i wady pracy zdalnej – czy stanie się częścią naszej rzeczywistości na stałe?

Rok 2020 zapamiętamy z pewnością na długo, jeśli nie na zawsze. Koronawirus przestawił nagle wszystkie aspekty naszego życia w tryb awaryjny. Na początku tego roku nikt chyba nie spodziewał się, że przez najbliższe miesiące jednym z pojęć odmienianych przez wszystkie przypadki będzie “praca zdalna”. Budzi skrajne emocje, często różni pracowników i pracodawców i przede wszystkim nigdy nie była tak powszechna, jak obecnie. Obecnie część osób wraca do biur, część pozostaje jeszcze w trybie home office, warto więc podsumować, jakie są zalety i wady pracy zdalnej. Czy czas koronawirusa zmienił jej postrzeganie i czy pozostanie z nami na dłużej?

Przeczytałam ostatnio ciekawy artykuł na stronie Uniwersytetu Stanford dotyczący pułapek, na które musimy uważać podczas pracy w trybie “home office”. Co ciekawe, Nicholas Bloom – stanfordski ekonomista, który bada zagadnienie efektywności podczas pracy w domu i którego wypowiedzi możemy przeczytać w artykule, jeszcze kilka lat temu był wielkim zwolennikiem tego typu rozwiązań.

W 2015 roku przeprowadził badanie dotyczące pracy zdalnej, które wykazało, że sprzyja ona nie tylko podnoszeniu efektywności, ale także coraz lepszemu balansowi pomiędzy pracą a życiem prywatnym. Teraz jednak wskazuje na pewne minusy obecnej sytuacji – przede wszystkim łączenie pracy i opieki nad dziećmi, brak wyboru oraz często brak odpowiedniej przestrzeni. Ponadto, w eksperymencie przeprowadzonym w 2015 roku była też zasadnicza wobec obecnej sytuacji różnica – wtedy badani 4 dni pracowali w domu i jeden dzień w biurze.

A classic homeoffice meme : memes

Dla mnie praca w domu to całkowicie nowe doświadczenie, z uwagi na fakt, iż pracuję w administracji publicznej. Niestety większość urzędów w Polsce nie była przystosowana do pracy zdalnej, a mogę powiedzieć nawet więcej – w zdecydowanej większości nikt nie myślał nawet o przystosowaniu instytucji publicznych do pracy poza biurem. Myślę, że wśród pracodawców, a szczególnie właśnie w sferze budżetowej, panowało cały czas przekonanie, że pracownicy nie dorośli do pracy bez bezpośredniego nadzoru. Pracownik w domu? To pracownik na wolnym! Mimo wszystko, mam poczucie, że ostatnie 3 miesiące pokazały, że zdaliśmy egzamin, pomimo mniejszych i większych problemów technicznych.

Czas pracy zdalnej był dla mnie, tak jak chyba dla wszystkich, momentem prawdziwego testu. Kiedy w połowie marca wychodziłam po raz ostatni z biura, cieszyłam się, że w domu będę bezpieczna i nie będę musiała narażać się na zarażenie wirusem, na tym skupiałam swoje myśli. Ale gdzieś pod skórą zadawałam sobie pytanie – czy dam radę zmobilizować się do pracy, bez nadzoru przełożonego? Bardzo szybko przekonałam się, że zadania, które mam do wykonania nie znikną same w ostrym cieniu mgły i muszę wykonać je niezależnie od miejsca pracy. A nawet, że moja produktywność jest większa podczas home office’u niż podczas pracy w biurze.

Po pierwsze, mojego czasu nie pożerały dojazdy do pracy i z pracy. Jazda komunikacją miejską w godzinach szczytu powoduje, że często już z samego rana jestem zirytowana i zmęczona. Po drugie, w pracy zawsze ktoś ma coś do powiedzenia. Często w momencie skupienia, ktoś wchodzi do pokoju, by zapytać jak mija dzień, czy zająć przysłowiową “sekundkę” bardzo ważnym (lub bardzo nieważnym) pytaniem. To wszystko wybija z rytmu.

Trzecia kwestia to komfort psychiczny. To jest dla mnie zdecydowanie odkrycie ostatnich miesięcy. Praca w domu spowodowała u mnie duże rozluźnienie, ale nie z powodu braku zadań do wykonania, tylko z powodu braku pośpiechu. Wpłynął na to wspomniany już brak dojazdów oraz możliwość w ramach przerwy w pracy zrobienia prozaicznych rzeczy, zajmujących 5 minut takich jak: włączenie prania, czy podlanie kwiatów, a na które normalnie wiecznie szukam czasu.

Jest też czwarta kwestia – w mojej pracy mieliśmy zasadę, że o rozpoczęciu pracy i o jej zakończeniu informujemy przełożonego mailowo. Na początku bardzo mnie to śmieszyło, ale potem odkryłam w tym jeden poważny plus – fakt, że muszę napisać mojemu przełożonemu, że kończę pracę sprawia, że nie mogę sobie przebimbać całego dnia z telefonem. W biurze po prostu wstaję i wychodzę, a tu koniec dnia stał się dla mnie symbolicznym rozliczeniem z tego, co udało mi się zrobić.

work from home successfully, office meme – Fjords & Beaches

Tyle o plusach, czas więc trochę ponarzekać na rzeczywistość pracy zdalnej. W minionych tygodniach starałam się dużo rozmawiać z ludźmi na temat ich odczuć dotyczących realizacji zadań w warunkach home office (także po to by móc napisać ten tekst 😉 ) i dużo osób powiedziało mi o czymś, czego wielu pracodawców chyba nie wzięło pod uwagę – pracownicy obecnie często czują się przepracowani.

Jeśli nie ma jasno określonych godzin pracy i symbolicznego odejścia od biurka, często zacierają się granice pomiędzy tym, co służbowe i tym, co domowe. Jest to szczególnie widoczne, gdy obowiązuje nas ruchomy czas pracy. Przełożeni, ale także współpracownicy, zapominają, że ktoś zaczął pracę dwie – trzy godziny przed nimi i teoretycznie o godzinie 18:00 nie musi odbierać już maili, telefonów i wiadomości na whatsappie. A mimo to, kierowani poczuciem obowiązku odbieramy te maile, telefony i wiadomości na whatsappie, nawet po 11 godzinach pracy.

Zatarcie granicy pomiędzy tym, co domowe i służbowe to też inny problem – brak higieny psychicznej. Kiedy jadalnia zamienia się w biuro, a dres staje się outfitem na cały tydzień, ciężko jest o właściwy balans pomiędzy pracą a domem, ale też łatwo popaść w marazm, by nie powiedzieć stany depresyjne. Ja po kilku dniach pracy zdalnej odkryłam, że pomaga mi prozaiczna rzecz… malowanie się z samego rana. Zupełnie tak, jakbym miała wyjść do pracy. Ale mimo wszystko, po całym tygodniu siedzenia z komputerem przy stole kuchennym, gdy okazało się, że w weekend mam jeszcze zajęcia online na uczelni – w niedzielę wieczorem miałam ochotę tenże stół podpalić.

Ale chyba najważniejszym czynnikiem, który wpływa na efektywność pracy zdalnej jest obecność w domu potomstwa. To bardzo przykra konstatacja, bo jak wiadomo, wszystkie dzieci nasze są, ale niestety nie da się jednocześnie wydajnie pracować, bawić dzieci i pilnować ich nauki. A jeżeli da się, to wymaga to nieludzkiego wysiłku.

I tu znów odwołam się do artykułu ze strony Stanford University i Pana Nicholasa Blooma:

Prawdopodobnie najtrudniejszym aspektem pracy z domu dla pracy z młodszymi dziećmi jest opiekowanie się nimi. Jednym z warunków sukcesu zdalnego wykonywania pracy, w każdym biznesie, jest warunek, by dzieci w trakcie dnia przebywały w szkole. “Praca zdalna z dziećmi to katastrofa dla produktywności.”. Analiza Blooma (z 2015 roku) brała pod uwagę pracę z domu w sytuacji posiadania domowego biura. Pomieszczenie to nie mogło być sypialnią i nikt poza pracownikiem nie mógł w nim przebywać podczas godzin pracy.

Innym problemem jest również brak kontaktu ze współpracownikami, który w opinii Blooma może prowadzić do spadku kreatywności i innowacyjności. Formą, która zastąpić może w jakiejś mierze kontakt osobisty są wideokonferencje (nie zaś zwykłe rozmowy telefoniczne). Jednak życie towarzyskie w pracy też jest ogromną przestrzenią naszej codzienności, której brak może wywołać pustkę.

Meme: "MÓJ SĄSIAD GDY MAM HOME OFFICE" - All Templates - Meme ...

Wypisałam zalety i wady pracy zdalnej, ale myślę, że najważniejsze jest wzięcie pod uwagę faktu, że ostatnie trzy miesiące z oczywistych względów nie były miarodajne jeśli chodzi o podsumowywanie możliwości, jakie daje praca zdalna. W “normalnej” rzeczywistości obecność dzieci w domu nie stanowi problemu, bo funkcjonują szkoły i przedszkola. Mniej uciążliwe niż w epoce koronawirusa będzie także brak życia towarzyskiego i balansu pomiędzy życiem prywatnym i służbowym, bo w ostatnim czasie wpłynęła na nie w dużej mierze zasada dystansu społecznego i konieczność pozostania w domu nawet w czasie wolnym.

Idealnym rozwiązaniem byłaby zaś możliwość łączenia pracy zdalnej z pracą w biurze, w zależności od potrzeb pracodawcy i pracownika. Dzięki temu łatwiej byłoby zachować higienę psychiczną wychodzenia z domu, z drugiej zaś strony w przypadku lekkiego kataru można by było wykonywać pracę z domu.

Dla mnie podstawową lekcją, którą powinniśmy wynieść z ostatnich 2-3 miesięcy jest przekonanie, że da się. W sytuacji naprawdę bezprecedensowej i awaryjnej, choć wymagało to często wywrócenia rzeczywistości do góry nogami, sprostaliśmy temu zadaniu i dzielnie pracowaliśmy z domu. Mam nadzieję, że to udowodni dyrektorom, kierownikom i menadżerom, po 30 latach kapitalizmu w Polsce, że pracownik to odpowiedzialny człowiek i warto mu zaufać. A wszystkim nam, że nie ma dla nas rzeczy niemożliwych.

Czekam niecierpliwie na Wasze opinie o pracy zdalnej i zasad obowiązujących w Waszych firmach. Czy wracacie już do biur? Piszcie komentarze zarówno tutaj, jak i na instagramie 🙂 A teraz – najlepsza część tygodnia. Weekend!

ściskam,
Agata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *