Czy zmiany da się oswoić?
Czy zmiany da się oswoić?

Czy zmiany da się oswoić?

Przez długi czas zazdrościłam ludziom lubiącym zmiany, traktującym je jako ekscytujący początek czegoś nowego. Mi każda zmiana kojarzyła się wyłącznie ze stresem, a to z kolei powodowało, że często kurczowo trzymałam się tego, co znane. Może kiepskie i niewygodne, ale znane. Skąd te myśli? Wielokrotnie bałam się przyznać przed sobą, że wcześniej dokonałam złego wyboru i znowu muszę zaczynać wszystko od zera, niczym biedny umęczony Syzyf. Myślę, że osób myślących w ten sposób jest więcej, więc skoro stoimy w obliczu dużego kryzysu i zmian na rynku pracy, postaram się dziś odpowiedzieć na pytanie: czy zmiany da się oswoić?

Odwagi wymagają szczególnie te radykalne zmiany, kiedy wydaje nam się, że po raz kolejny  zaczynamy wszystko od zera. A moim zdaniem (choć długo dojrzewałam do tej myśli), nigdy nie zaczynamy od zera. Rodzimy się z określonymi predyspozycjami, zdolnościami, a następnie przez całe nasze życie zbieramy cały pokaźny bagaż doświadczeń – zarówno dobrych, jak i złych. Zapisujemy swoją historię, uczymy się na swoich i cudzych błędach. Rozwijamy umiejętności, przekonujemy się, co jest dla nas, a co nam nie służy. Nawet w przypadku, gdy z dnia na dzień stracimy pracę i będziemy zmuszeni szukać jej w zupełnie innej branży – nie zostaniemy z niczym, bo nikt nam nie zabierze dotychczasowego doświadczenia.

Zmiany, także zmiana pracodawcy, czy zmiana rodzaju wykonywanej pracy, są przez naukowców uważane za jedne z najbardziej stresogennych czynników. Trzeba więc jasno powiedzieć, że ludzi szczerze cieszących się ze zmian jest bardzo mało. Dr Thomas Holmes oraz Richard Rahe stworzyli Skalę Wydarzeń Życiowych, która opisuje w skali do 100 punktów (przy czym najmniej, bo 11 punktów ma drobne wykroczenie, a 100 to śmierć współmałżonka) siłę stresu, który wywierają na nas poszczególne wydarzenia życiowe. Zmiana rodzaju wykonywanej pracy określona jest na 36 punktów w skali, poważne zmiany w pracy to 39 punktów, a wyrzucenie z pracy – 47 pkt.

To, że zmiany są stresujące, nie zmienia faktu, że zazwyczaj są konieczne. Niedawno świetnie napisała o tym na swoim blogu Basia Pasek, że zmiany lepiej dokonać na swoich warunkach i przygotowując się do niej, niż będąc postawionym pod ścianą.

Teoria teorią, ale poprosiłam o wypowiedzi w tym zakresie bliskie mi osoby – Gosię Straszewską i Paulinę Pilecką, które ku mojemu podziwowi, jakiś czas temu postanowiły radykalnie zmienić swoje życie zawodowe. Przeczytajcie jak one z perspektywy czasu oceniają ten proces 🙂

Paulina Pilecka: “warto być odważnym, wykonać pierwszy krok, aby osiągnąć swój cel, a potem nie odpuszczać”

Pracowałam w kilku branżach, ale zanim dołączyłam do grona HR-owego, najwięcej czasu spędziłam w branży ochrony środowiska, której byłam częścią przez 9 lat. Z wykształcenia jestem politologiem ze specjalizacją marketing polityczny i już na drugim roku studiów trafiłam do organizacji pozarządowej. W sumie, zadania które tam wykonywałam można podzielić na dwa rodzaje: związane z zapewnieniem sprawnego funkcjonowania pod kątem administracyjnym i finansowym oraz na PR-owe i eventowe. Także jak widać, miałam szeroki zakres działania.

Czas, jaki spędziłam w poprzedniej pracy stanowił prawie 1/3 mojego życia, szmat czasu. Wiele się zmieniło, ja się zmieniłam, a przede wszystkim miałam poczucie, że niczego nowego nie będę już w stanie tam się nauczyć. To co kiedyś było wielkim plusem, czyli możliwość sprawdzenia się w różnych zadaniach i wykazania się wiedzą z kilku obszarów, a także nabycie wartościowego doświadczenia, z czasem stało się wadą, bo nie czułam, że zajmuję się czymś konkretnym. Chciałam pójść dalej i wyspecjalizować się w jakimś zawodzie. Zaczęłam szukać nowego pomysłu na siebie i byłam gotowa nawet na radykalną zmianę, bo lubię rzucać się na głęboką wodę.

HR wydawał mi się ciekawą branżą jeszcze na studiach, ale wówczas błędnie myślałam, że jest to branża raczej dla osób po psychologii lub zarządzaniu. Jednak w momencie, w którym postanowiłam przedefiniować się na nowo pod kątem zawodowym, myśl o pracy w dziale kadr powróciła do mnie z pełną mocą. Poczytałam blogi branżowe, dowiedziałam się więcej, poznałam możliwe ścieżki kariery i zabrałam się za szukanie swojego nowego miejsca. Tym sposobem, półtora roku temu, rozpoczęłam pracę w dziale HR, gdzie zajęłam się administracją personalną.

“(…) nie muszę znać całej drogi jaka jest przede mną, wystarczy że sobie zaufam, że w trudnym momencie, w niespodziewanej sytuacji, zachowam się odpowiednio i dam sobie radę.”

Zmiany zawsze niosą ze sobą jakieś trudności, ale muszę przyznać, że moje obawy się nie sprawdziły i gdy wspominam moje pierwsze tygodnie w nowej pracy, nie kojarzą mi się one z wielkimi trudnościami. Co nie znaczy, że było mi łatwo dokonać tak dużej odmiany w życiu zawodowym. Na pewno wymagające było dla mnie przyswojenie w krótkim czasie dużej ilości nowej wiedzy, zarówno z zakresu prawa pracy, ubezpieczeń społecznych, jak i wynagrodzeń, wraz ze wszystkimi regulaminowymi zasadami w tym zakresie, panującymi w nowej firmie.

Tych wynagrodzeń bałam się zresztą najbardziej, bo jest to jednak odpowiedzialność za pieniądze, ale okazało się, że najtrudniejsze było dla mnie opanowanie przepisów z zakresu czasu pracy. Teraz wydaje mi się to śmieszne, ale tak było 🙂 Muszę też wspomnieć, że bardzo pomocne było to, że w nowej firmie trafiłam na naprawdę świetne osoby, na których pomoc (i cierpliwość) mogłam liczyć od samego początku. Sprawiło to, że poziom mojego stresu został zminimalizowany.

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że zdecydowanie warto było podjąć decyzję o zmianie branży. Lubię swoją pracę i naprawdę bardzo się cieszę, że ruszyłam z miejsca i jestem teraz tu, gdzie jestem. Oprócz tego, że nauczyłam się wielu rzeczy i obrałam ten oczekiwany przeze mnie „konkretny kierunek”, czuję też, że robię coś potrzebnego, istotnego dla innych. Daje mi to satysfakcję i poczucie, że nie marnuję czasu i energii każdego dnia na coś, co nie ma wartości. Poza tym, poznałam wiele fajnych osób, z którymi nie tylko dobrze się współpracuje, ale też przyjemnie spędza czas. A jak wiadomo, w pracy spędzamy około 2 tysięcy godzin rocznie, więc to z kim przebywamy, ma znaczenie 😉

Potwierdziło się, że warto być odważnym, wykonać pierwszy krok, aby osiągnąć swój cel, a potem nie odpuszczać. Ale to już wiedziałam. Moja lekcja była inna: nie muszę znać całej drogi jaka jest przede mną, wystarczy że sobie zaufam, że w trudnym momencie, w niespodziewanej sytuacji, zachowam się odpowiednio i dam sobie radę. Właśnie wtedy jest się wystarczająco gotowym na ten pierwszy krok. A czasami, co jest niemniej ważne, trzeba też po prostu spokojnie usiąść, uśmiechnąć się do siebie i cieszyć się z tego co mamy tu i teraz 🙂

Gosia Straszewska: “Ta zmiana pokazała mi, że jeśli czegoś bardzo chcę to potrafię to osiągnąć ciężką pracą”

Przez około 7 lat byłam związana z reklamą i marketingiem. Swoje doświadczenie zdobywałam w domu mediowym, domu produkcyjnym i agencji reklamowej. W tym czasie głównie zajmowałam się organizacją event’ów oraz kampaniami reklamowymi, a w ostatnich latach moja praca związana była głównie z wideo produkcją – od filmów korporacyjnych po spoty TV. Przez długi czas praca dawała mi mnóstwo satysfakcji, jednak w pewnym momencie zauważyłam, że zaczęło się to coraz intensywniej zmieniać, mimo, iż branża reklamowa jest różnorodna i interesująca. Poczułam wypalenie.

Wiele osób, nie potrafiło tego zrozumieć i wielokrotnie słyszałam komentarze pełne niedowierzania  „jak to możliwe, że produkcja reklam jest dla Ciebie nudna?!”. Nie mogłam początkowo zrozumieć co jest nie tak, bo pracowałam w super miejscu i w świetnym zespole, nad bardzo ciekawymi projektami. Ale praca po prostu nie dawała mi frajdy. Nie wyobrażałam sobie poświęcania większości dnia na zajęcie, które nie daje mi satysfakcji. Gdy przestałam czuć ekscytację z nowych projektów, wiedziałam, że jedynie jakaś duża zmiana może mi pomóc. Byłam już na etapie, w którym byłam świadoma, że rozwiązaniem nie będzie zmiana pracy, lecz dużo większy krok – zmiana branży.

Już od dłuższego czasu myślałam o programowaniu, wcześniej jednak miałam wrażenie, że wejście do branży IT z branży kreatywnej jest wręcz niemożliwe. Wiedziałam, że sama nie zmobilizuję się, aby rozpocząć naukę na własną rękę. Początkowo bardzo niepewnie obserwowałam jak wygląda oferta kursów programowania. Nie czułam gwarancji, że oferta takich kursów rzeczywiście przekaże mi obszerną wiedzę. Miałam obawy, że zainwestuję kilkanaście tysięcy złotych w błoto. Gdy byłam pewna, że dopada mnie wypalenie zawodowe powiedziałam sobie „teraz albo nigdy”. Sprawdziłam szkołę, którą wcześniej niepewnie obserwowałam. Oferta kursów się zwiększyła, ilość pozytywnych opinii także, a szkoła bardzo się rozwinęła. Na dodatek okazało się, że znam 2 osoby, które są w trakcie kursów w tej szkole i były bardzo z nich zadowolone.

Wybór kierunku nie był dla mnie trudny. Od początku wiedziałam, że chcę rozwijać się jako Frontend Developer. Wywodzę się z branży kreatywnej i w pewnym stopniu ten obszar się zazębia, bowiem Frontend’owiec zajmuje się krótko mówiąc wyglądem i zachowaniem strony/aplikacji internetowej.

Miałam szczęście, że bootcamp rozpoczynał się raptem po 2 tygodniach od podjętej przeze mnie decyzji.

Decyzja o rozpoczęciu nauki programowania poprzez bootcamp i wiązanie z tym swojej przyszłości zawodowej wiązała się w wyrzeczeniami. Poza zajęciami należało poświęcić dużo czasu na samodzielną naukę. Mi doskwierała mała ilość czasu, jednak myślę, że jeśli się coś lubi, to nie powinno się tego rozpatrywać pod kątem negatywnych kwestii z tym związanych. Przez około 8 miesięcy praktycznie każdą wolną chwilę poświęcałam na naukę. Bardzo żałowałam, że doba jest tak krótka i nie mogłam się doczekać osiągnięcia celu – czyli zdobycia pracy, która dawałaby mi satysfakcję. Niestety często nauka wygrywała nad spotkaniami ze znajomymi i sporo osób tego nie rozumiało. Jednak fakt, że będę robiła to co lubię, bardzo mnie motywował i wiedziałam, że po ciężkiej pracy wszystko wróci do normy.

“(…) zawód programisty wiąże się z ciągłym samorozwojem, więc jeśli ktoś myśli, że po ukończonym bootcampie ma dobrze płatną pracę w kieszeni, pójdzie z górki i już wszystko potrafi to niech szybko zejdzie na ziemię, bo to dopiero wierzchołek góry lodowej wiedzy do opanowania.”

Masa reklam kursów programowania mówi, że jest ono dla każdego, z czym bardzo się nie zgadzam. Dlatego jeśli, ktoś rozważa naukę to zawsze podkreślam, że jest w tym masa logiki i musi lubić rozwiązywać problemy/łamigłówki. Do tego potrzeba bardzo ważnej cechy charakteru – cierpliwości. Istotna jest także dobra znajomość angielskiego. Myślę, że jeśli, ktoś posiada ten podstawowy „ekwipunek” to śmiało może próbować. Jednak programowanie trzeba lubić – inaczej nic z tego nie wyjdzie.

Niesamowite jest to jak niektóre rzeczy, które wydawały się czarną magią na początku bootcampu stały się błahostką już po 2-4 tygodniach nauki. Pracuję dopiero od 5 miesięcy w branży IT i już od pierwszego dnia mogłam przyznać, że decyzja o przebranżowieniu była jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. Mogę nawet powiedzieć, że podjęłam ją i zrealizowałam w najlepszym czasie. Branża IT potrzebuje nadal wielu specjalistów, co dawało mi dużo spokoju, gdy pandemia korona wirusa siała duże spustoszenie w wielu branżach.

Wiem, że to dopiero początek mojej programistycznej drogi. Masa nauki, cierpliwości, systematyczności i samodyscypliny przede mną. Lubię wyzwania, więc ta zmiana była dla mnie strzałem w 10. Praca jako Junior Frontend Developer daje mi masę satysfakcji. Każdy dzień to dla mnie nowe wyzwania i to mnie bardzo nakręca do działania. To duża frajda, gdy od razu widać rezultaty swojej pracy. Podkreślę też, że zawód ten wiąże się z ciągłym samorozwojem, więc jeśli ktoś myśli, że po ukończonym bootcampie ma dobrze płatną pracę w kieszeni, pójdzie z górki i już wszystko potrafi to niech szybko zejdzie na ziemię, bo to dopiero wierzchołek góry lodowej wiedzy do opanowania.

Jednak nadal szokuje mnie moja droga do branży IT. W marcu napisałam pierwszą linijkę kodu, a już w listopadzie udało mi się zdobyć pierwszą pracę w nowej branży. Zatem – ciężka praca się opłaciła i było warto!

Ta zmiana pokazała mi, że jeśli czegoś bardzo chcę to potrafię to osiągnąć ciężką pracą. Zdobyłam zdecydowanie większą wiarę w siebie i moje możliwości. Zawsze też wychodziłam z założenia, że ten kto nie ryzykuje nie pije szampana, więc podjęcie decyzji o tak dużej zmianie nie było dla mnie problemem. Sporo moich znajomych pyta mnie o radę w kwestii rozpoczęcia nauki programowania, bo mają masę obaw. Nie ma czego się bać tylko próbować. Obecnie największą lekcją jest nauka jak to jest być znowu juniorem. Ciężko się przestawić z sytuacji, gdy było się samodzielnym specjalistą i rozpoczynać tę drogę od nowa w totalnie innej tematyce. To dla mnie ogromna nauka pokory i cierpliwości.

Mam nadzieję, że historie zmian, na które odważyły się Paulina i Gosia, będą dla Was inspiracją, a może po prostu potwierdzeniem, że ryzyko poparte ciężką pracą i cierpliwością, popłaca.

Życzę Wam pięknego weekendu!
ściskam,
Agata

One comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *